Blog
Gryzmoły
Siukum Balala
Siukum Balala Jestem człowiekiem
101 obserwujących 1363 notki 1759598 odsłon
Siukum Balala, 7 maja 2017 r.

Tomek na tropach Yeti, czyli bloger w Bisztynku ( 1 )

1245 85 0 A A A

image


Podróż inspekcyjną do Giżycka musiałem uznać za bardzo udaną. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Łodzie na wodzie, jezioro Niegocin wypełnione wodą po brzegi. Chyba nawet z lekkim meniskiem wypukłym, bo Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej zamknął szlaki żeglugowe, więc żeglować można, ale ubezpieczenie nie działa. Spokojnie zatem mogłem sobie zaśpiewać


Wróćmy na jeziora, 
Na wędrowny rejs; 
Znajdziesz tam cel swojej drogi 
Wśród szumiących drzew

Białe żagle, 
Szmaragdowa toń, 
A przy tobie 
Przyjacielska dłoń 


Do sierpnia trochę czasu, więc postanowiłem ruszyć do Oberlandu, by sprawdzić luzy na wrotach śluzy w Miłomłynie i stan pochylni Buczyniec po długim remoncie. W tym roku urlop podzielę  na Mazury i Pojezierze Iławskie. Mazury bliskie, ale i Kanał Elbląski ważny z racji urodzenia. Mam nadzieję, że XXI - wieczna myśl inżynierska nie zamieni skrzyń wodnych na silnik elektryczny i pochylnia będzie działać kolejne sto lat. Nie powtórzy się sytuacja z Giżycka, gdzie " modernizacja "  mostu obrotowego sprawiła, że najpierw zaczęły rozpadać się przyczółki, a potem przęsło zaczęło unicestwiać samo siebie. Jednak ani do Miłomłyna, ani do Buczyńca nie dotarłem przez ten cholerny Bisztynek. Łódź inspekcyjna odpłynęła beze mnie.


image


image

Maszynownia pochylni 

image

Pochylnia Buczyniec ( stan sprzed 2 lat ) 


Nie pojechałem prostą i łatwą drogą, wybrałem trasę trudniejszą, północnym skrajem Mazur i Warmii. Przepiękne fryderycjańskie drogi wijące się wśród pagórków, przerzucone nad rzekami i strumieniami, czasem przecinające dorodny mieszany drzewostan, który nic sobie z barbarzyńskich poczynań obecnego reżimu nie robi i  postanowił trwać. Obecni włodarze zamierzają  ogołocić Polskę z drzew i uczynić z tego kraju pustynię. Po co ? żeby uchodźcy z Maghrebu czuli się tu jak u siebie na pustyni ? Niedoczekanie. Drogi fryderycjańskie, przepiękne szpalery klonów, lip, jesionów, czasem dębów.


image


To nie są proste jak strzelił, bez wyrazu, nudne drogi mazowieckie. Ze sterczącymi pniami ściętych drzew, z których wystają  sztywne kity martwych wiewiórek.


image


Minąłem Kętrzyn i Świętą Lipkę, będąc w dobrym nastroju jechałem radośnie.


image


image

Świętolipskie organy 


Czułem - bo mam nosa do polityki - że moja ulubiona partia musi odbić się od dna, nie można być wiecznie partią denną... i rzeczywiście przeczucie mnie nie zawiodło. Dwa dni później sondaże drgnęły, jeśli ta tendencja się utrzyma to do lata będziemy mieć poparcie oscylujące w granicach 110 %, a na Sanie w Przemyślu i Raciborzu - Miedonii jak nic 130. Nastawiłem UKF na Kaliningradzkie Komsomolskie Radio ( jest takie ) Zawsze tak robię kiedy podróżuję północnymi rubieżami. Włączam radio i wyłączam transmisję danych. Robię tak od czasu podróży do Rapy, dwa lata temu. Wcięło mi wówczas 26 złotych za transmisję danych, ale dowiedziałem się z rosyjskiego radia, że w Kazaniu kierowca miejskiego autobusu spowodował wypadek mając 4,5 promila. Nikt nie ucierpiał. Cóż znaczy opanowany i doświadczony kierowca i odwaga podróżnych, którzy z takim kierowcą godzą się wracać do domu. Jakim to trzeba być domatorem ? Tym razem smaczków tego typu w radio kaliningradzkim nie było. Czas gorący, I tura wyborów we Francji, więc komentatorzy kaliningradzkiego radia skupili się na omawianiu  rozmaitych  scenariuszy, dworując sobie z kandydata co nieco, nazywając go " tiomnaja łoszadka Gołłanda " dziwili się też trochę takim politycznym metamorfozom, które z socjalistycznego ministra potrafią zrobić zatwardziałego centrystę. To jednak nic, najgorzej obeszli się z przyszłą francuską Pierwszą Damą, nazywali ją ni mniej ni więcej tylko " Pierwaja babuszka " Potem jak zwykle zajęli się Polską narzekając na ograniczenia w ruchu bezwizowym z obwodem kaliningradzkim. Generalnie radio niczego sobie, każdy kraj i każda gubernia musi posiadać takie swoje TOK FM. Gubernialna mentalność, gubernialne radio. Tak zasłuchany dojechałem do Reszla. Tu zawsze warto się zatrzymać, to jedyne miasteczko na Warmii, którego nie sfajczyli krasnoarmiejcy, więc można nacieszyć oczy średniowieczną myślą urbanistyczną, odwiedzić plebanię proboszcza Krasickiego, brata Ignacego, wpaść na zamek czy pokłonić się Stefanowi Sandorskiemu, jednemu z fundatorów pobliskiej Świętej Lipki. 


image

Reszelski ratusz 



image


image

Barokowa plebania w ruinie


Wyjechałem z Reszla z zamiarem kierowania się na Dobre Miasto, stamtąd do  Łukty i dalej aż do rezerwatu sosny taborskiej, stamtąd już rzut beretem droga nr 7 i Miłomłyn. Chciałem sprawdzić czy sosna taborska oparła się piłom tych watah ministerialnych pilarzy. Sosna taborska, najpiękniejsza, najbardziej strzelista polska sosna. To dzielne drzewa, walczyły pod Trafalgarem. Wprawdzie jako maszty brytyjskich okrętów, ale to też się liczy. I choć  niejedna padła strzaskana kulą połączonej francusko - hiszpańskiej armady, to francuski admirał po zjedzeniu pulardy z borowikami palnął sobie w łeb, a Nelson miał pogrzeb z honorami o jakich może pomarzyć przeciętny francuski admirał. Te dzielne sosny przetrzymają pisowską nawałę. Minąłem kościółek św. Anny w Robawach i wtedy wszystkie plany wzięły w łeb - Objazd przez Sątopy - Samulewo.


image

Kaplica św. Anny w Robawach 


image

Poległym w I wojnie mieszkańcom gminy Robawy. 


Też nieźle, to Santoppen - Bischdorf, dawna letnia rezydencja biskupów warmińskich, przy okazji zobaczę. Choć fryderycjańskie drogi zachowały swoją urodę to dziur w nich co niemiara, remonty, remonty, jakimiś półśrodkami. Drogi wojewódzkie i krajowe niczego sobie, a na te podrzędne nie starczyło unijnych pieniędzy. Zainwestowano w zegarki, też niezła  inwestycja jeśli zegarek szwajcarski, patriotyczny od Patka herbu Prawdzic. 


image

Kościół w Sątopach 


image


image


image

Przed Samulewem wpadłem w spiralę objazdów, z których nawet GPS nie mógł się wyplątać. W rezultacie czego trafiłem na tablicę - Objazd do Bisztynka przez Grzędę. Bo tak zaczęła mnie prowadzić do Dobrego Miasta ta bezmyślna nawigacja. To nie był dobry wybór. Zapaliła się czerwona lampka. Coś zaczęło mi kołatać w głowie. Grzęda ? Reszel ? Bisztynek ? Bisztynek - Reszel - Grzęda ? Tak ! To tu, w tym trójkącie wszystko się zaczęło, nie mogłem się mylić. Wszystko jest bardzo niejasne, fikcja miesza się z realem. To sprawy niesłychanie zagmatwane i  tajemnicze. Bardziej tajemnicze niż 11 - dniowe zaginięcie Agaty Christie. Czy ze strzępów posiadanych informacji uda mi się docieć prawdy ? 
CIĄG DALSZY NASTĄPI ( już niebawem )

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Rozmaitości