Blog
Gryzmoły
Siukum Balala
Siukum Balala Jestem człowiekiem
101 obserwujących 1363 notki 1759598 odsłon
Siukum Balala, 19 stycznia 2017 r.

Gullfoss

453 30 1 A A A

Gdyby nie determinacja pewnej kobiety tego pięknego miejsca nie byłoby dziś na mapie Islandii. To ostatnia notka z serii, chłodnych islandzkich notek. Powoli wypełnia się wyż azorski i na tym blogu powinno zrobić się nieco cieplej. Powinno pojawić się więcej kolorów, więcej żółto - złotych motywów i odcieni. No chyba, że sobie coś jeszcze z tej Islandii przypomnę.


Mimo, że byłem tam stosunkowo krótko to sporo widziałem i zapamiętałem. Z powodu wyskokowych cen napojów zamiast czas spędzać w hotelowej restauracji musiałem niestety zwiedzać. Nie żałuje tego jednak, bo zaoszczędzone pieniądze można przecież przepić w rodzinnym domu, a nie na wygnaniu.


Wspomniane w pierwszym akapicie piękne miejsce to wodospad Gullfoss ( Złoty wodospad ) leżący ok. 130 km na płn - wsch. od Reykjaviku. Półtorej godziny jazdy w wichrze, deszczu, wśród zrudziałych islandzkich traw, ze szczytami tonącymi we mgle. Jazda w półmroku, bo blisko już zimowego przesilenia, więc dzień krótki. Dalej w fiordach północnych prawie noc polarna. Na Islandii sytuacja z porami roku jest jasna. To znaczy raz jest jasna, a raz jest ciemna. Zgodnie z tym co powiedziała recepcjonistka wyróżnia się dwie pory roku: lato i zimę. Zima zaczyna się z pierwszymi  opadami śniegu na początku listopada, trwa sześć miesięcy, a potem zaczyna się laba czyli lato. Dzień się nigdy nie kończy i na północy Słońce nie zachodzi przez 24 godziny. Ludzie czas spędzają w geotermicznych basenach, odrabiając zimowe zaległości towarzyskie. Kwitną trawy i łubiny i jak twierdzą najstarsi górale Islandia, na krótko zamienia się w Prowansję. W czerwcu nie byłem, nie widziałem, nie wiem. Pojadę, zobaczę, napiszę. Po lecie jak zwykle przychodzi zima czyli ciemność.


Byłem w okresie ciemnym, jednak po dojechaniu na miejsce, po wejściu na podest,  nie żałowałem. To miejsce niezwykłe, niezwykły koncert organowy w wykonaniu sił natury. Łomot 400 m3  wody spadającej w każdej sekundzie z wysokości 32 metrów to jest to. To miejsce gdzie człowiek bogobojny może sobie zaśpiewać bez skrępowania ( i tak nikt nie usłyszy )  " ... Tobie śpiewa żywioł wszelki " a człowiek świecki może sobie zaryczeć z komsomolska znany radziecki szlagwort  " ...Я другой такой строны не знаю ... " Tak tam jest pięknie, takie tam żywioły, takie moce piekielne, że jeden raz to za mało.


A mogłoby tam być inaczej gdyby nie islandzka demokracja i zdeterminowana właścicielka wodospadu Sigridur Tomasdottir. Sigridur urodziła się 24 lutego 1871 roku w Brattholt i tu spędziła całe swoje życie. Zmarła w 1957 roku, jakoś tak na jesień. Była jednym z trzynaściorga dzieci Tomasa Tomassona i Margaret Pordardottir, właścieli farmy na terenie, której znajdował się wodospad.
Po śmierci rodziców i odejściu starszego rodzeństwa Sigridur zostaje głową rodziny. Rozkręca jeden z pierwszych biznesów turystycznych na Islandii. Buduje z siostrami szlak i drogi dojścia do kaskad. Przeprowadza do wodospadu turystów coraz liczniej odwiedzających Gullfoss. Sprawa nie jest do końca jasna. Wiek XIX to budzenie się na Islandii świadomości narodowej, budowanie własnej, odrębnej tożsamości. Islandczycy nie chcą już być poddanymi duńskiego króla.


W 1918 roku Islandia otrzymuje niepodległość pozostając jednak w unii personalnej z Danią. Zaczyna się modernizacja kraju, sprawy nabierają rozpędu. Na wodospad patrzą łakomym okiem specjaliści od budowania zapór i elektrowni wodnych. Wówczas okoniem stają mieszkańcy Brattholt z lokalną liderką Sigridur. Nic o nas bez nas i nie wyrażają zgody na przejęcie wodospadu przez państwo. Wodospad udaje się uratować i dziś jest główną atrakcją gminy i źródłem dochodu, dającym również zatrudnienie w obsłudze turystyki. Lepszym niż byłaby elektrownia wodna, która dziś pewnie byłaby nieczynna, zważywszy tanią energię elektryczną uzyskiwaną z geotermii. Wspomniana w całej sprawie niejasność to fakt, że wodospad udało się uratować dzięki bankructwu inwestorów, a nie determinacji mieszkańców Brattholt i Sigridur Tomassdottir.


Jak było naprawdę do końca nie wiadomo. Obelisk i medalion z podobizną Sigridur stoi nad wodospadem, więc coś musi być na rzeczy.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Rozmaitości